O autorze
Od architektury domów do architektury informacji. Byłem architektem awangardowym, grafikiem, pisałem do Playboya… aż pewnego razu wraz z Markiem Kościkiewiczem wymyśliliśmy magazyn popkulturalny Machina. Ach, Machina. Byłem jej naczelnym i art-directorem. Zrobiliśmy dużo fajnych rzeczy – teksty popularyzowały sztukę, dawały wytchnienie w popie, grafika była wspaniała, do pisma dodawaliśmy kiełbasę albo CD z własnymi składankami. Byliśmy subiektywni. W Machine zaczął się Internet. Był 1998 rok. Papier nie miał w sobie przyszłości. Zrobiłem pierwszą w Polsce gazetę w Internecie i sprzedałem ten pomysł Tomkowi Kolbuszowi z Onetu. A w 2000 roku zostałem architektem portalu Onet.pl. Odpowiadałem za całe projektowanie, grafikę, architekturę informacji, pomysły serwisów. Tak zbudowaliśmy wygląd polskiego Internetu. Będzie więc o projektowaniu jako filozofii tworzenia rzeczy, które działają – psychologii, edukacji, prawie, wojnie i polityce. Dla moich 3 synów i mądrej córki.

Jabłka i pomarańcze leżą w korytkach – dwujęzyczność raz jeszcze

Przeczytałem ciekawy post Pani Katarzyny Frąk o spostrzeżeniach Mikea Vitevitcha o dwujęzyczności. Spostrzeżenie Pana Vitevitcha jest prawdopodobnie słuszne i niesłuszne jednocześnie. Model opisany przez MV jest bardzo kosztowny „obliczeniowo” dla umysłu. Czyli z wielką pewnością możemy powiedzieć, że to tak nie działa.

Oryginalny post Katarzyny Frąk „Słowa jako owoce? – dwujęzyczność a mózg”.



Opisany model pozornie wydaje się łatwy. W rzeczywistości przykładowy „kształt i kolor owoców” jest dokładnie informacją opisującą przynależność językową słowa. Byłoby prościej zapisać tę informację bez kodowania w „kolorze i kształcie”. Jednak w modelu Mikea Vitevitcha ta informacja nie jest zapisywana wprost, tylko wymaga analizy słowa i identyfikacji cech które umożliwiają rozpoznanie języka. Wprawdzie mózg jest bardzo sprawny w rozpoznawaniu wzorów, ale bez przesady.
Rozpoczynając wypowiadanie zdania uruchamiamy typową procedurę budowy tego zdania ze znaczeń i fonemów. Mózg szybko sięga do elementów rutynowo przypisanych do typowych wypowiedzi i struktur językowych. Osoba dwujęzyczna ma zupełnie gdzie indziej zapisane procedury zdania „lubię czekoladę” oraz „I like chocolade”. Jeżeli zacznie wypowiedź od polskiego „lubię”, to jej nie wskoczy „chocolade”, bo to nie jest rutynowo powiązane z „polską” procedurą. Owe powiązanie powstaje z użycia. Gdy dziecko za młodu wygłaszało kompletne zdania w jednym języku, to potrafi je teraz ekstremalnie sprawnie mówić w tym języku. Gdy chce zmienić język – to albo rozpoczyna żmudne tłumaczenie, albo cofa się do kontekstu i rozpoczyna zdanie o preferencjach kulinarnych po angielsku – wtedy nie wskoczy mu w środku zdania „czekolada”.
W tym modelu nie ma żadnej analizy przynależności językowej słowa. Wskakują określone tylko dlatego, że pasują od początku do danej wyuczonej procedury. Model działa identycznie dla 1, 2 czy 5 języków.
Ale to jest model dla mowy codziennej, która jest bardzo „zmechanizowana” i konwencjonalna. Gdy mówiący opowiada rzeczy skomplikowane lub jego zakres „przypisanych” słów jest wąski, mimo, ze rozpoczął procedurę zdania „polskiego”, może wrzucać słowa „angielskie”, bo bardziej odpowiadają znaczeniem treści, którą chce przekazać (za co akurat odpowiada inny fragment systemu – drzewo znaczeń i ich opisów w postaci fonetycznej czy pisanej). Proszę jednak zauważyć, że obce słowa nie zmienią struktury zdania podstawowego. To zjawisko często można też zauważyć u małych dzieci dwujęzycznych, gdy ich zakres słów dla wyuczonych procedur zdaniowych jest mały.
Dlatego też tłumaczenie symultaniczne nieznanej rozmowy jest tak ciężkie – tłumacz ma ułamek sekundy po usłyszeniu zdania na zdecydowanie, czy tłumaczy zwrot/słowo po słowie, czy ma cofnąć się i powiedzieć to po swojemu na podstawie uzyskanych informacji (znacznie łatwiejsze).

Dodać należy, że mówienie, czytanie i pisanie to oddzielne procedury i „transfer” doświadczeń z jednego zakresu do drugiego jest kosztowny i trudny – tak jak tłumaczenie między językami.
Pan Vitevitch ma rację, gdy chodzi o łatwość dla nas. Kilka języków, to po prostu więcej zapamiętanych „procedur zdaniowych”. I tyle. Sam fakt, że umiemy czytać i pisać oznacza, że trzykrotnie zwiększyliśmy liczbę zapamiętanych procedur w stosunku do osoby tylko mówiącej. Dajemy radę, choć minęły już czasy bardów śpiewających z pamięci Odyseję i 5 innych eposów w czasie jednej popijawy u króla.
Trwa ładowanie komentarzy...