O autorze
Od architektury domów do architektury informacji. Byłem architektem awangardowym, grafikiem, pisałem do Playboya… aż pewnego razu wraz z Markiem Kościkiewiczem wymyśliliśmy magazyn popkulturalny Machina. Ach, Machina. Byłem jej naczelnym i art-directorem. Zrobiliśmy dużo fajnych rzeczy – teksty popularyzowały sztukę, dawały wytchnienie w popie, grafika była wspaniała, do pisma dodawaliśmy kiełbasę albo CD z własnymi składankami. Byliśmy subiektywni. W Machine zaczął się Internet. Był 1998 rok. Papier nie miał w sobie przyszłości. Zrobiłem pierwszą w Polsce gazetę w Internecie i sprzedałem ten pomysł Tomkowi Kolbuszowi z Onetu. A w 2000 roku zostałem architektem portalu Onet.pl. Odpowiadałem za całe projektowanie, grafikę, architekturę informacji, pomysły serwisów. Tak zbudowaliśmy wygląd polskiego Internetu. Będzie więc o projektowaniu jako filozofii tworzenia rzeczy, które działają – psychologii, edukacji, prawie, wojnie i polityce. Dla moich 3 synów i mądrej córki.

Jak prokreacja zastąpiła miłość

Dzieci - bezpieczna nadzieja na przyszłość w epoce gwałtownych przemian społecznych, ekspansji, industrializacji i emigracji - USA wczesny XIX wiek (Homer Winslow).
Dzieci - bezpieczna nadzieja na przyszłość w epoce gwałtownych przemian społecznych, ekspansji, industrializacji i emigracji - USA wczesny XIX wiek (Homer Winslow). Cantor Arts Center
Prawicowa argumentacja o „nienaturalności” związków ludzi nie będących małżeństwami heteroseksualnymi, która odwołuje się do socjologii i mechaniki procesu „robienia” dzieci jest nie tylko podła w humanistycznym sensie, ale też zafałszowuje historię rzeczywistych stosunków międzyludzkich. O wiedzy z dziedziny zachowań społecznych różnych małp naczelnych nie wspominając.

Mogę wręcz zaryzykować stwierdzenie, że argumenty przedstawione w ostatnio w Sejmie i na łamach różnych pism (w tym także natemat.pl) są elementarnie głupie. Ponieważ tylko pozornie odnoszą się do rzeczywistości.



W przeszłości:

1. Instytucja małżeństwa powstała w przeszłości jako instytucja techniczna związana z dziedziczeniem na dzieci w celu zachowania stabilności prawnej zgromadzonego majątku i elementarnego bezpieczeństwa ekonomicznego dzieci.

2. Małżeństwa były zawierane w zamyśle jako jednostki prokreacyjne. Brak dzieci był wystarczającym powodem do rozwodu. Nie istniały praktycznie środki antykoncepcyjne, a małżeństwa były bardzo młode. Stąd praktycznie każde małżeństwo miało dzieci.

3. Ze względu na wysoką śmiertelność (głód, choroby) i niestabilność polityczną np. Europy gdzie przeciętnie wypadały dwie wojny na pokolenie, małżeństwo praktycznie było bardzo niestabilną strukturą - pomimo istotnej ochrony prawnej i obyczajowej. Powszechne były rodziny złożone głównie z krewnych oraz różne formy sierocińców, klasztorów, szkół kadetów.


4. Nawet, jeśli małżeństwo istniało dłużej, rzadko tworzyło środowisko do wychowywania dzieci - a to dlatego, że były to małżeństwa techniczne - czyli rzadko oparte na uczuciu – powszechne były związki pozamałżeńskie, a małżeństwo służyło dziedziczeniu.


5. W bogatych rodzinach dzieci wychowywane były przez służbę, w biednych przez pracodawcę lub ulicę. Do tego wyżej wspomniana wysoka śmiertelność - dziecko rzadko mogło liczyć na obecność dwojga rodziców dłużej niż kilka wczesnych lat w życiu. Można więc powiedzieć, że sytuacja, gdy dziecko było wychowywane przez dwoje rodziców była rzadkością, a nie normą. Stąd i natychmiast pojawia się pytanie, czy dzieci Homo Sapiens są w ogóle przystosowane do rozwoju w środowisku rodziny nuklearnej (tata, mama, dziecko).

A teraz:
1. Instytucja małżeństwa działa głównie, jako związek oparty na miłości lub fascynacji seksualnej. Czasami służy posiadaniu dzieci, ale nawet w tym przypadku jego trwałość związana jest z trwałością uczuć.

2. Małżeństwa dziś rzadko mają dzieci. Na tyle rzadko (dzietność w większości zamożnych krajów jest poniżej współczynnika odtworzenia populacji), że utrzymywanie przywilejów dla małżeństwa różnopłciowego nie ma sensu tylko z powodu dzieci. Jeśli poważnie traktować funkcję prokreacyjną, to powinniśmy przywileje rezerwować tylko dla małżeństw (jakichkolwiek) posiadających dzieci.

Dlatego dziś przywileje małżeńskie funkcjonują raczej, jako prawa organizujące życie ludzi w małych wspomagających się grupach rodzinnych – których skuteczność społeczna, poczucie przynależności i wsparcia w potrzebie sprawia, że taka rodzina tworzy szczęśliwszych i skuteczniejszych ludzi. Małżeństwo ma więc sens społeczny. Tyle, że nic nie stoi na przeszkodzi by zauważyć, że płci w tym nie ma w ogóle. Nie ma powodu, by wszystkie wspomniane zalety związków ograniczyć tylko do związków heteroseksualnych.

3. Podobnie jak w przeszłości, także dziś dzieci wychowywane są w bardzo różnych układach. Mnóstwo jest osób wychowujących samotnie. Mnóstwo jest rodzin, w których dzieci pochodzą z różnych rodziców. W tym kontekście nie ma żadnego powodu, by zakazywać praw adopcji i specjalnych przywilejów rodzinnych dla małżeństw homoseksualnych, wychowujących dzieci - swoje lub adoptowane. Oczywiście spełniających inne normalne warunki stawiane rodzinie zastępczej.

W każdym przypadku los dziecka z domu dziecka jest lepszy w rodzinie "dziwnej" niż w komunie domu dziecka. Również szanse na spokój społeczny i zabezpieczenie materialne w rodzinie homoseksualnej są znacznie lepsze niż u samotnego rodzica.

4. Współczesna rodzina – oparta na miłości, a nie przymusie społecznym – jest mniej stabilna, bo uczucia są płoche. Jednocześnie jest znacznie pełniejsza w okresie rozkwitu pod względem emocjonalnym. Jej częsty rozpad powinien być przyjęty z dobrodziejstwem inwentarza i potraktowany w praktyce społecznej jako szansa na budowę kolejnego szczęśliwego stadła.


Stąd np. w przedstawiana bardzo często w filmach hollywoodzkich wizja ludzi po rozwodzie, którzy wspólnie dbają o dzieci i jednocześnie utrzymują przyjazne lub poprawne stosunki z nowymi partnerami z małżeństw. Jest to wizja często idealistyczna, jednak podobnie jak propaganda politycznej poprawności tworzy atmosferę przyzwolenia społecznego i pożądanych zachowań, która prowadzi do większego szczęścia i pełniejszego życia.

5. Bezpieczeństwo materialne dzieci w społeczeństwach Zachodu nie jest dziś praktycznie zagrożone. Trudno jest umrzeć z głodu, a rozbudowana sieć instytucji społecznych zapewnia elementarne przeżycie, edukację i wychowanie. Dlatego taż ważne jest dawanie okazji do życia dzieci w otoczeniu ludzi szczęśliwych.


A szczęście rzadko można zbudować na tępym przymusie społecznym i uprzedzeniach. Stąd prawicowa wizja prokreacyjnego i w praktyce pozbawionego miłości małżeństwa nie ma żadnego moralnej racji nad wizją małżeństwa zbudowanego na miłości bez rozróżniania płci. Frazesy o konieczności występowania miłości w prawdziwym małżeństwie prokreacyjnym, które opowiadają księża, są o tyle wątłe, że nie mają oni specjalnego pojęcia o tym, czym mówią, nie mają żadnych skutecznych psychologicznych czy socjologicznych metod wywoływania miłości.

Szczególnie, gdy podkreślany jest jego techniczny charakter i głównym argumentem za miłością są groźby kary po śmierci, które to, co najwyżej wywołują poczucie winy pozbawiające radości i swobody życiowego manewru w poszukiwaniu szczęścia.
Trwa ładowanie komentarzy...